ABY NIE DOPUŚCIĆ DO POWROTU GROZY

Niegdyś wielkie święta pokutne powodowały jedno­czesne objawienie grozy zbrodni i grozy kary. Ta druga anulo­wała tę pierwszą. Odrzuciliśmy grozę, ofiarną karę. Zapragnęliśmy systemu karnego jednocześnie dyskretnego i praktycznego — kar użytecz­nych dla odstraszenia, użytecznych dla rehabilitacji przestępców. Rezultaty nie nastąpiły.Pojawiła się rozpacz i u jednych nastąpiło odrzucenie samycb zasad represji, u innych zaś, przeciwnie, gwałtowny nawrót in- stynktu represyjnego. Nagle powstał brak spójności i popychani przez wzrost liczby aktów przemocy ryzykujemy powrót do grozy jako zasady karnej.Jak gdyby było niemożliwe odnowienie znaczenia kary bez obostrzenia jej warunków! Czy w obliczu zła można tylko pod­dać się rezygnacji albo też popaść w jeszcze większe zło? Rzucić się w ogień lub zamarznąć na śmierć?Nasze społeczeństwo znajduje się na zakręcie swego rozwoju. Nasz wymiar sprawiedliwości był zagrożony utratą równowagi. Dla wzmocnienia solidarności bez osłabienia wolności, dla przy­wrócenia równowagi bez popadnięcia w przesadę przeprowadzo­ne zostały umiarkowane reformy. Ich zasada jest prosta: t o sankcja kształtuje obowiązek, to znaczy więź społeczną. Wystarczy więc przywrócić sankcji jej skutecz­ność.

„KARA JEST DLA UCZCIWYCH LUDZI”

Kara może w pełni odgrywać swoją rolę w społeczeń­stwie dopóty, dopóki prawo będzie przestrzegane przez ogół oby­wateli dopóki odzwierciedla ono wartości zbiorowe i obyczaje. Kara oczyszcza ze zbrodni. To oczyszczenie dotyczy tylko tych zbrodniarzy, którzy bardzo tego pragną. Dotyczy ono jednak tak­że obywateli, którzy uważają się za „normalnych”, to znaczy ogromnej masy uczciwych ludzi, którzy w nieustannym biegu spraw mają żywotną potrzebę upewnienia się co do siły wartości zbiorowych i co do stanu społecznej zwartości.Koniec końców okazuje się, że kara pełni bardziej funkcję społeczną niż indywidualną – funkcję społeczną obejmującą funkcję indywidualną. Stwierdzenie tego jest zasługą Durkheima: Bez przesady można powiedzieć, że kara jest predyspo­nowana przede wszystkim do oddziaływania na uczciwych ludzi, ponieważ służy ona do leczenia ran zadanych świadomości zbiorowej i może w związku z tym wypełnić tę rolę jedynie tam, gdzie ta świadomość istnieje i o ile jest ona żywa”.Czy to przez przypadek Tocqueville rozpoczął swoje dzieło myśliciela wolności od rozprawy o amerykańskich więzieniach? Społeczeństwo, które żle rozumie swoje kary, źle rozumie swoje wolności. Społeczeństwo, które nie wierzy już w znaczenie kar, nie wierzy również w wartości wolności. Musimy prze­myśleć nasze kary mając na uwadze wolność.

KARA ODNAWIA PRAWO

Przede wszystkim kara przywraca prawu jego moc. Przywra­ca ją w społeczeństwie, lecz także i w skazanym. Poprzez swój czyn postawił się on, w sensie dosłownym, poza prawem. Kara jest środkiem do ponownego zintegrowania go, do uznania go za istotę prawną. Kara ma charakter uwalniający.Konieczność karania nie jest więc przejawem ślepej suro­wości. Stanowi coś więcej jak tylko zwykłą zalegalizowaną zemstę. Uwzględnia godność społeczną winnego, który poprzez karę i w niej samej powraca do rangi pełnoprawnego członka społeczeństwa.Hegel odnotował, że na łańcuchach genueńskich więźniów wy­ryte było słowo libertas. Nie znajdował on w tym ani śmieszności, ani też prowokacji, lecz przeciwnie, głęboką symbolikę: „Pogląd, , że kara zawiera w sobie własne prawo przestępcy, jest po­glądem, w którym przestępcy okazywana jest c z e ś ć jako isto­cie rozumnej. Cześć ta nie staje się jego udziałem, jeśli z samego jego czynu nie czerpie się pojęcia kary i miernika jej wyso­kości” . W ten oto sposób zbudowana jest sama zasada pro- j porcjonalności przestępstwa i kary.Powracamy tu do pierwotnego sensu kary. Słowo „ la peine (kara) wywodzące się od greckiego „poine” i łacińskiego „poena , dosłownie oznacza „compensation” — wyrównanie należności. Przestępca winien zapłacić. I to nie po to, żeby odpokuto­wać, gdyż pokuta związana jest z wyborem moralnym i dotyczy wyłącznie jego sumienia, lecz aby spłacić swój dług wobec spo­łeczeństwa. Jedynie poprzez uwolnienie się od tego długu od­najdzie on swoje miejsce w społeczeństwie i jedynie poprzez ten wymóg więź społeczna odnajdzie swą utraconą siłę.

TO CO WYMYKA SIĘ SPOD KONTROLI WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI

Oby sądownictwo karne nadal nie interesowało się winą natury moralnej, będącą wyłącznie sprawą osobistą każdego człowieka! Państwo w zakresie swej zdolności sądzenia nigdy nie powinno mieszać sią do osobistych spraw istoty ludzkiej! De intimis non curat piaetor.Można z tego wyciągnąć jeszcze jeden wniosek. Za reedu­kację przestępcy, resocjalizację skazanego — jako zjawiska natury moralnej — społeczeństwo w istocie rzeczy nie ponosi odpowiedzialności. Jest sprawą równie zbędną co nieuza­sadnioną zrzucać na barki społeczeństwa jeszcze jedną winę, wmawiając mu, że jeśli resocjalizacja nie udaje się, jest to jego i jedynie jego wina. Uznać godność skazanego to uznać, iż jedy­nie on sam jest w stanie zrehabilitować się poprzez prawdziwą, wewnętrzną przemianę. I jak słusznie zauważył Pinatel, „to za­wsze sam więzień resocjalizuje lub reedukuje się w zależności od własnego wewnętrznego wyboru i podjęcia osobistej decyzji”. Oczywiście, społeczeństwo może wspierać taką decyzję, za­chęcając do tego rodzaju wyboru. Praktycy dobrze wiedzą, że przyszłość przestępcy niejednokrotnie zależy od „podania ręki” w trudnym momencie, od „czułego gestu” lub od „uśmiechu”. Lecz nikt ani nie może, ani nie powinien odbierać więźniowi je­dynej wolności, która mu pozostała — wolności polegającej na wzięciu za siebie odpowiedzialności, na wyborze swojej przy­szłości, swojej wolności i swojej samodzielności moralnej.

EPIZOD W HISTORII

Gdyby zaczęto sądzić człowieka wkracza­jąc we wszystko to, co w istocie ludzkiej najintymniejszego, za­prowadziłoby to prosto do inkwizycji. To nie przypadek, że inkwizycja była procedurą religijną, zajmowała się bowiem mniej : czynami, bardziej zaś wewnętrznymi przekonaniami. Była również jedynie epizodem w historii chrześcijaństwa, i potknięciem na jego długiej drodze. Od wieków rozwój całej cywilizacji europejskiej podążał w kierunku stopniowego roz­działu doczesnego i duchowego i trend ten objął także wymiar sprawiedliwości. Fakt ten jest tym bardziej godny podkreślenia, że przecież wymiar sprawiedliwości mógł dostarczyć kościołowi możliwości interweniowania w cywilnym społeczeństwie. Cywili­zacja europejska stopniowo zadbała o to, aby nie mieszać sądu . rozpatrującego czyny, będącego absolutną domeną władzy świec­kiej, z sądem sumienia, który rezerwowała sobie władza duchówna. Sąd kościelny począł oddawać skazanego „władzy świeckiej”. Sprawiedliwość coraz bardziej zaczęto uważać za problem dyscy­pliny społecznej, leżący wyłącznie w gestii władzy cywilnej. Rozróżnienie to położyło fundamenty, zresztą nie bez trudności i odruchów sprzeciwu, pod panowanie wolności, zaś nie­dostępna wolność świadomości moralnej stała się przywilejem j zarówno oskarżonego, jak i skazanego.

JESTEM WART WIĘCEJ NIŻ MOJE ŻYCIE

Ale poczucie winy nie jest jedynie świadomym lub podświadomym pragnieniem kary. Biorąc winę na siebie, na po­wrót bierze się za siebie odpowiedzialność. Wyrzuty sumienia zdają się mówić: „ty powinieneś być innym człowiekiem”. Pe­wien młody przestępca tuż przed egzekucją wyraził to w taki oto sposób: „jestem wart więcej niż moje życie”.Często przyznanie się do winy jest pierwszym krokiem w tym kierunku. Przestępca uznaje, że jest to jedyny sposób, by pozna­no go dzięki jego własnej prawdzie i by za swój czyn wziąć na siebie odpowiedzialność. Wyznanie zbrodni, jakie w Zbrodni i karze czyni Soni Raskolnikow, jest gestem miłości przynoszącym mu nową niewinność.Oto dlaczego kara, jeśli wymierzona jest w duchu sprawiedli­wości, może być „uznaniem godności ludzkiej” .W tym względzie należy jednak wystrzegać się na­stępującego nieporozumienia: kara nie jest jedynie problemem moralnym, zaś zadaniem wymiaru sprawiedliwości nie jest „pra­wienie morałów”.Oczywiście, względy moralne motywują sądownictwo karne. Czyny, za które społeczeństwo wymierza kary, są również czy­nami potępianymi przez moralność. A jednak działanie sądow­nictwa karnego nie zawsze jest zbieżne ze względami moralnymi. Społeczeństwo nie może rościć sobie prawa do karania człowieka za jego postawę moralną w życiu prywatnym. „Umowa społeczna” zezwala na wymierzanie sankcji tylko za takie zachowania ; indywidulne, które zagrażają społeczeństwu i stosunkom społecznym. Nawet jeśli chodzi o czyny, których prawo zabrania, zadaniem wymiaru sprawiedliwości nie jest zajmowanie się ich moralnymi aspektami.

„ALEŻ JA CHCĘ BYĆ SKAZANA”

Jedną z postaci powieści Le Compagnon  jest pewna uczciwa kobieta, zabójczym swego wiarołomnego męża. Gdy żył, kochała go za bardzo, by mu przebaczyć jego zdradę. Lecz i zmarłego kochała tak bardzo, że nie mogła wybaczyć sobie tej zbrodni. Zarówno jej adwokat, jak i przewodniczący sądu przy­sięgłych wspólnie usiłowali dowieść jej, że nie jest winna. W końcu zbuntowała się przeciwko tym staraniom:,— Czy ma pani coś do dodania do mowy obrończej pani adwokata? Tak, panie przewodniczący — mówi nie poznając swego głosu — to co powiedział mój adwokat nie jest ścisłe. Ja chcia­łam zabić mojego męża. To nie był nieszczęśliwy wypadek. Ja byłam całkowicie świadoma. Wiedziałam bardzo dobrze co robię. To nie było dziełem przypadku.”Widząc zdumienie przewodniczącego na nowo podejmuje przerwany wątek:„Wiem dobrze, w głębi duszy, że jestem całkowicie winna. Długo wierzyłam w coś przeciwnego. W czasie śledztwa miałam czas na zastanowienie się. W godzinach poprzedzających jego śmierć z całej duszy pragnęłam uniemożliwić memu mężowi wymknięcie mi się, chciałam całkowicie go zniszczyć. Nie mówię tego pod wpływem przejściowej emocji, lecz dlatego iż jest to moje absolutne przekonanie. Chciałam go zabić”.Po czym osunęła się szlochając. „Zapłaciłam”, pomyślała. To, iż scena ta jest dziełem literackiej fikcji, w niczym nie uszczupla zawartej w niej ludzkiej prawdy.

TAJEMNICA SAMOBÓJSTW W WIĘZIENIU

Istnieje pewna bolesna statystyka — ta dotycząca sa­mobójstw w więzieniach: około czterdziestu przypadków rocznie. Ale liczba ta intryguje: trzy czwarte lub cztery piąte ogólnej licz­by samobójstw to samobójstwa osób znajdujących się tylko w areszcie tymczasowym. Ponieważ osoby te stanowią nieco mniej niż połowę całkowitej liczby więźniów, oznacza to, iż po­pełnia się dziesięć razy więcej samobójstw przed niż po skazaniu. Dlaczego? Przecież „areszt śledczy”, gdzie osadzeni są domniemani nie­winni, zawsze posiadał łagodniejszą dyscyplinę niż „więzienie karne”, gdzie skazany winien odbyć swoją karę. Co więcej, cidesperaci bardzo często mogli liczyć na bardzo niski wymiar ka­ry, wręcz jej zawieszenie.Prosiłem o wyjaśnienie tego problemu psychiatrów wyspecja­lizowanych w problematyce penitencjarnej. Doszli oni do wnio­sku, że podejrzany zadręcza się poczuciem winy. co w aspekcie moralnym można nazwać wyrzutami sumienia. Natomiast gdy jest już skazany, odczuwa ulgę. Zapłaci za swą winę.W wyjaśnieniu tego paradoksu może być pomocny Freud, który przedstawia „poczucie winy jako podstawowe zagadnienie rozwoju cywilizacji”. Według niego uczucie to jest odmianą lęku wywodzącego się z faktu, iż człowiek powinien sam pohamowy- wać swoje mordercze popędy.Agresywność tkwi w człowieku, lecz on się jej lęka i jeśli nie umie skierować jej ku pożytecznym celom, wówczas odrzuca ją i tłumi. Odczuwa potrzebę, aby być ukaranym za tę agresywność. I właśnie za pośrednictwem poczucia winy karze sam siebie.Zakaz, obowiązek ustawowy, represja karna ograniczając agresywność, równocześnie łagodzą poczucie winy. Odnosi się to także i do przestępcy. Odczuwa on często dziwne pragnienie „powrotu do normy”, potrzebę kary. Niekoniecznie musi być wie­rzący, by podświadomie odczuwać pragnienie odpokutowania za grzechy, inaczej mówiąc — odkupienia ich.

OBRONA SPOŁECZNA

Wina, kara: słownictwo o inspiracji religijnej i mo­ralnej. W prawie świeckim, będącym podstawą naszego wymiaru sprawiedliwości, słowa te mogą razić. I rzeczywiście w tym sensie zniknęły one prawie całkowicie, tak jak stopniowo zanikało od­woływanie się do tego, co wykracza ponad możliwości jednostki.Jeśli przestępcę uważa się za ofiarę społeczeństwa, ja­kim prawem chce się go zmusić do odcierpienia kary? A jeśli, przeciwnie, widzi się w nim kogoś zbuntowanego przeciw spo­łeczeństwu, tę dziką bestię prosto z opowieści zwolenników re­presji, wówczas nieważne jest, czy poczuwa się on do winy, nie­ważne odcierpienie kary, byleby tylko pozostawał pod kluczem.Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku nie powinno się mówić ani o winie, ani o zadośćuczyniającej karze.Tymczasem wina to nie tylko zewnętrzne stwierdzenie naru­szenia zasad postępowania. Staje się ona sprawą wewnętrzną, pozostaje odczuciem. Psycholodzy dobrze znają ten chorobliwy świat winy. To nie oni zresztą pierwsi odkryli jego prawa równie stare jak ludzkość. „Oko było w grobie i spoglądało na Kaina”. Nie będąc ukaranym, Kain karał się sam, widząc spojrzenie Boga. Wyrzuty sumienia rodzą się i rosną pod wpływem bez­karności.Jedynie postępowanie sądowe i kara mogą przywrócić prze­stępcy spokój. „Wymiar sprawiedliwości uwalnia jednostkę od ciężaru winy” — napisał pewien współczesny lekarz, odkrywa­jąc na nowo słowa Salomona.

SKUTKI PRZESTĘPSTWA

Skutki przestępstwa są niewspółmiernie większe od tego, co sugerowałyby dane ilościowe. Czym jest pięćset zabójstw umyśl­nych rocznie, w tym około pół tuzina ofiar terroryzmu, wobec dwunastu lub trzynastu tysięcy śmiertelnych ofiar wypadków drogowych lub dwustu tysięcy zmarłych na chorobę wieńcową? j Czyż nie można osiągnąć o wiele bardziej spektakularnego po­stępu przez profilaktykę zawałów, przez walkę z alkoholizmem lub przez ściślejsze przestrzeganie kodeksu drogowego niż przez walkę ze zbrodnią? A tymczasem to właśnie zbrodnia najsilniej bulwersuje opinię publiczną.Sytuacja we Włoszech może posłużyć tu za wyjaśnienie. Do­piero tysiąc razy więcej morderstw, porwań i przypadków ko­rupcji, niż ma to miejsce, mogłoby stanowić realne fizyczne za­grożenie dla społeczeństwa i dopiero wtedy można by rzeczy­wiście mówić o anarchii i nawrocie barbarzyństwa. Dowodem na to niech będzie fakt, iż turysta, który ani wewnętrznie nie czuł j się tam zagrożony, ani też nie był świadkiem jakiegokolwiek za- j grożenia zewnętrznego, powraca do siebie z przeświadczeniem o  panującym w tym kraju bezpieczeństwie. Tymczasem moralne konsekwencje panującej tam przestępczości dodatkowo zwiększa­ją jej materialne skutki. Można zadać sobie pytanie, czy Włosi nie zaczynają chwiać się pod naporem przemocy: tymczasem ryzyka tego w statystyce nie widać. Krzyku ofiar nie można zmierzyć w decybelach. I pobrzmie­wać on będzie w milczeniu serc ludzkich dopóty, dopóki sprawiedliwość nie zdoła uciszyć jego echa.