EGZORCYZM

Z drugiej strony czynności związane z wystąpieniem o odszko­dowanie dla ofiary ulegały uproszczeniu: ułatwione zostało wy­stąpienie z powództwem cywilnym i uzyskanie odszkodowania. Koszty podróży lub utrata zarobków spowodowane koniecznością stawienia się na rozprawie sądowej podlegały zwrotowi.Wreszcie rząd, idąc za ustawodawcą, zdecydował, że państwo wypłacać będzie odszkodowania najmniej zamożnym pokrzyw­dzonym, którzy za szkody wynikłe z oszustwa, kradzieży lub nadużycia zaufania nie będą w stanie uzyskać zadośćuczynienia, ponieważ przestępca nie jest wypłacalny lub nie został wykryty.Naprawienie szkody wyrządzonej pokrzywdzonemu to oddanie sprawiedliwości rozumowi. Tymczasem przestępstwo bulwersuje nie tylko umysł, wstrząsa ono wyobraźnią i uczucia­mi. Kara jest właśnie odpowiedzią na tę głęboką potrzebę uko­jenia.Ukaranie nie zawsze zniechęca, nieczęsto przeobraża. Uwię­zienie lub nawet stracenie mordercy nigdy nie ożywi ofiary. Wszystkie te efekty działania, które utylitarne patrzenie na spra­wiedliwość stawia na pierwszym planie, są mało skuteczne, a używając języka utylitaryzmu — mało opłacalne. Uzasadnienie istnienia kary sięga dużo dalej niż te niepewne jej skutki.Poprzez karę społeczeństwo przywraca obywatelom zaufanie i usuwa zakłócające spokój zwątpienie, które przestępstwo za­siało. Granica między dobrem i złem, między tym co sprawiedli­we a co niesprawiedliwe, jest wyznaczana na nowó. Przestępstwa nie można naprawdę zwalczyć, ponieważ nieustannie odradza się. Można je jednak zażegnać.

POMOC DLA POKRZYWDZONEGO

Obowiązek troski o pokrzywdzonego postanowiliśmy wprowadzić w drodze ustawowej; początkowo w formie bardzo prostej: należy przyjść mu z pomocą i w miarę możliwości na­prawić szkody materialne czy moralne, których doznał. Ustawa „Bezpieczeństwo i wolność” spowodowała wydanie zarządzeń, które powinny były pojawić się już dawno, gdyby troska o pokrzywdzonego budziła większe zainteresowanie.Aby nakłonić sprawców do naprawienia wyrządzonych swym ofiarom szkód, ustawa przewidywała, że w takim przypadku będą oni mogli liczyć na łagodniejsze traktowanie ich przez sędziów.Natychmiast zaprotestowano pod hasłem „Sprawiedliwość bo­gaczy”. A jednak jest rzeczą rozsądną — i zgodną z praktyką wszystkich cywilizacji — że wymierzona przez społeczeństwo kara może zostać złagodzona, jeśli sprawca osobiście „zada sobie trud” naprawienia wyrządzonej przestępstwem szkody. Jest spra* wą oczywistą, że jego możliwości, a więc i jego wysiłek, powinny być dokładnie ocenione. Sutener-miliarder będzie w stanie na­tychmiast zapłacić sumę 100 000 franków, gdy tymczasem ktoś mniej zamożny nie będzie mógł uregulować takiej kwoty inaczej jak w miesięcznych ratach. Decyzje w tym względzie będą w rę­kach sądu.Jednocześnie nowa ustawa przewidywała wyższe kary dla skazanego, który korzystając z warunkowego zawieszenia wyko­nania kary z oddaniem pod nadzór policyjny i mając obowiązek naprawienia szkody wyrządzonej swej ofierze, nie wywiąże się z tego zobowiązania.

DRZEWA HEINEGO

Naiwnością jest sądzić, że cienki cywilizacyjny polot spowoduje zanik tak głęboko zakorzenionych w nas instynktów pierwotnych. On je jedynie maskuje: ograniczenia społeczne usiłują ukierunkować je i pohamować za pomocą procesów wy­chowawczych. A jednak potrzeba choćby pośredniego ich zaspo­kojenia ciągle istnieje. Zemsta jest jednym z najgłębszych na­szych instynktów. Również i w tym przypadku samo zwalczanie nie wystarczy: konieczna jest również prewencja. Otóż nie ma innego sposobu zapobiegania zemście jak tylko zwalczanie zbrod­ni, której popełnienie wymaga zadośćuczynienia.Cytowany przez Freuda Henryk Heine za pomocą czarnego humoru daje świadectwo tego, co ukrywają w sobie głębie naszej podświadomości: „Jestem najspokojniejszym z ludzi. Moje prag­nienie to skromny domek kryty strzechą, lecz wyposażony w wygodne łóżko i dobry stół. Co dzień świeże mleko i masło, za oknami kwiaty, przed drzwiami kilka pięknych drzew, lecz gdyby dobry Bóg chciał uczynić mnie prawdziwie szczęśliwym, niech pozwoli mi ujrzeć sześciu lub siedmiu mych wrogów po­wieszonych na tych drzewach. Mając litościwe serce, wybaczę im przed ich śmiercią wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządzili za swego życia. Oczywiście, należy wybaczać wrogom, ale nie wcześniej niż zostaną powieszeni”. Któż nie zauważy, że wstydliwe traktowanie tego głębokiego instynktu zemsty może doprowadzić jedynie do jego nasilenia.

GŁOSY OBURZENIA

W trakcie przeprowadzania rekonstrukcji zbrodni syn ofiary zabija sztyletem mordercę. Gest ten sprowokowany zostaje bez­troską i drwiącą postawą tego ostatniego…Czyż między pasywnością a zemstą nie ma trzeciej drogi? Każde ukonstytuowane społeczeństwo winno problem ten roz­strzygnąć za pośrednictwem swego sądownictwa. Jeśli sądownictwu odmówi się skuteczności, zaś zbiorowości odbierze prawo wymierzania sprawiedliwości, to w imię jakiej zasady powstrzyma się dążenie do zemsty, mającej spowodować, by „sprawiedliwości” stało się zadość? Czyż istnieje wiele nie­bezpieczeństw groźniejszych dla obywateli niż ta pokusa zastą­pienia osłabionej władzy?Głosy oburzenia nawołujące do łagodności nie zmienią tej brutalnej prawdy: jeśli społeczeństwo nie zapewni ofiarom prze­stępstwa zadośćuczynienia, którego oczekują, będą one usiłowały osiągnąć je we własnym zakresie. Jedynie silny wymiar spra­wiedliwości, który będzie dawał gwarancję ukarania przestępcy i zadośćuczynienia ofiarom przestępstwa, będzie mógł zapewnić prawdziwe bezpieczeństwo społeczne. Wypełni wówczas misję, którą wyznaczył mu Clemenceau w tych oto słowach: „Czynić tak, by dobrzy obywatele byli spokojni, zaś źli spokoju nie za­znali”.

MIĘDZY OBOJĘTNOŚCIĄ A ZEMSTĄ

Powstaje pytanie, dokąd prowadzi ten brak zaintere­sowania, gdy zaistniałe zdarzenie bezpośrednio nas nie dotyczy. Przede wszystkim do nieudzielania pomocy poszkodowanym.Wypadek w Lasku Bulońskim: przechodzień zostaje najechany przez pirata drogowego i ginie, zaś pirat na oczach wielu świad­ków, uczestników pewnego przyjęcia, ucieka. Policja zmuszona jest za pośrednictwem prasy prosić ich, by raczyli się zgłosić…W czasie zabawy dziecko zawiązuje sobie pętlę wokół szyi i wiesza się na oknie. Obecnych przy tym jest trzydzieści osób: wolą nie ruszyć się z miejsca, tylko czekać na policję. Dziecko umiera, gdyż nikt nie wpadł na pomysł, by przeciąć sznur.Tymczasem te dramaty egoistycznej pasywności prowokują, na zasadzie reakcji zwrotnej, odruchy zemsty.W Marsylii zasztyletowany zostaje pewien taksówkarz. Na­tychmiast wszyscy jego koledzy organizują rodzaj polowania na człowieka. Twierdzą, że taksówkarze nawet uzbrojeni są bez­bronni wobec ewentualnego ciosu w plecy. Żądają „sprawiedli­wości bardziej surowej”, „ciężkich kar”, „śmierci”… Bijatyka w pewnym barze na wybrzeżu Morza Śródziemnego: dwaj zabici. Mieszkańcy wylęgają na ulicę, chcąc zlinczować win­nego. Gdy im się to nie udaje, zapełniają mury jego karykatura­mi, opatrując je napisem: „Śmierć zabójcy”…

OBSESJA NA TLE OFIARY PRZESTĘPSTWA

Jakiż to błąd zapomnieć w toku postępowania karnego o  ofierze przestępstwa! W trakcie długich dyskusji nad ustawą „Bezpieczeństwo i wolność” pewna dystyngowana osoba zarzu­ciła mi poświęcanie zbytniej uwagi „bezwstydnej ofierze”. Sic!„Widziałam tę, której nie widać, o której się nie myśli, która nie ujrzy już światła dziennego: widziałam ofiarę i to była moja córka”. Łatwo jest powiedzieć matce, którą ciągle przez ponad dziesięć lat, jakie upłynęły od śmierci jej córki, nęka myśl o mor­dercy, że gilotyna przecież nie zwróciłaby jej dziecka. Być może jest to głos rozsądku. Lecz czy ona jest w stanie go usłuchać?Każda ofiara w ten właśnie sposób, czasami przez bardzo długi czas po swojej śmierci, wywołuje tego rodzaju obsesyjne zjawiska. Znany jest przypadek samobójstwa matki i brata chłop­ca, który w czasie okupacji został rozstrzelany przez Niemców: tego szesnastoletniego bohatera generał de Gaulle uczynił po­śmiertnie najmłodszym z „Les Compagnons de la Liberation . Nagrodzony, lecz nie pomszczony.Są to obsesje życia prywatnego. Istnieją jednak i obsesje zbio­rowe. Każdy ma swoją uprzywilejowaną kategorię ofiar.Zadziwiającym zjawiskiem jest fakt, że według „światłych” opinii w normalnych czasach potrzeba pomszczenia takich lub innych ofiar przestępstwa jest negowana, a jednak wówczas, gdy chodzi o ofiary budzące szczególne zainteresowanie rzeczników tego rodzaju przekonań, potrzeba pomszczenia objawia się w spo­sób szczególnie gwałtowny. Pewna utalentowana pani adwokat uznaje więzienie za coś złego, gdy chodzi o zamknięcie w nim mordercy, natomiast dla gwałcicieli jest ono według niej dosko­nałe. O wypadkach mówi się, że zdarzają się wyłącznie innym. To samo można by powiedzieć o przestępstwach i o grożących za nie sankcjach.

ZJAWISKA SPOŁECZNE

W końcu zjawiska społeczne występujące po popełnieniu przestępstwa wywierają wpływ i na zjawiska zachodzące przed jego popełnieniem. Ponieważ pogwałcenie prawa nie zostało po­mszczone, ponieważ społeczeństwo nie otrzymało zadośćuczynie­nia, przestępca triumfuje, bezkarne przestępstwo wywołuje chęć naśladowania go. Często zapomina się o pewnej wypływającej ze zdrowego rozsądku przesłance, która pozostaje przedmiotem licznych sporów, lecz przeciwko której ci, którzy ją negują, nie zdołali jak dotąd wysunąć żadnego przekonywającego argumentu, a mianowicie: najbardziej „kryminogennym” ze wszystkich „kryminogennych” czynników jest bezkarność. Chętnie mówi się, że więzienie jest szkołą przestępczości. A jednak brak więzień jest nią tym bardziej: nauczanie, być może, prowadzone jest w plenerze, lecz jest nader efektywne. Przestępcy, którzy ponow­nie popełniają przestępstwa, to najczęściej ci, których uprzednio nie udało się wykryć. Jeśli chodzi o więzienia, remedium istnieje: jest nim polepszenie warunków odbywania kary. W przypadku braku więzień — nie ma żadnego.Cząstkowa wizja problemu, będąca owocem współczesnych przemyśleń od Lombroso do Foucaulta, jest niebezpieczna, po­nieważ eliminując inne części składowe globalnej wizji, jak gdy­by — używając terminologii Freuda — „skotomizuje” całość za­gadnienia: jak przez długą tubę dostrzega się bardzo dokładnie jedynie fragment całości — na całą resztę pozostaje się ślepym. Tego rodzaju intelektualne rozprawy negując konieczność r represji, pozostawiają ofiary bez żadnej ochrony wobec przestęp­stwa.

PODĄŻAJĄC ZA ZBRODNIĄ

Od ponad wieku splot wydarzeń poprzedzających prze­stępstwo jest obiektem nieustannych badań: co popchnęło czło­wieka do popełnienia zbrodni? Natomiast wszystko to, co na­stępuje potem, wzbudza małe zainteresowanie. W jaki sposób społeczeństwo reaguje na przestępstwo? Jak zachowuje się ofia­ra, jeśli jeszcze żyje? A jej rodzice? Świadkowie? Znajomi? I — posuwając się dalej — jaką przyjmują postawę mieszkańcy tego samego regionu, stron rodzinnych? W jaki sposób te nazna­czone cierpieniem kobiety i mężczyźni leczą swe rany? Jak z tym naruszeniem równowagi radzi sobie samo społeczeństwo? Dziwny kontrast między — z jednej strony — rozkwitem badań na temat okoliczności doprowadzających do przestępstwa, a — z drugiej strony — kompletnym brakiem rozważań na temat jego następstw w szerokim znaczeniu tego słowa.Tymczasem zjawiska społeczne występujące po przestępstwie są czymś nieuchronnym tak jak pory roku czy przypływy mo­rza. Spowodowane przestępstwem wzburzenie wymaga uśmierze­nia. Sprowokowane przestępstwem zgorszenie dogłębnie wstrząsa całym społeczeństwem, podważa prawa, które pogwałcono. A jeśli wyrażane przez ludność potępienie nie znajdzie zadość­uczynienia? Rana nie zabliźni się i może ulec zaognieniu, a wów­czas sama ludność poczuje się zagrożona w swoich prawach.

„ZMARŁY, KTÓREGO NIKT NIE LUBIŁ”

Ofiary są w dwójnasób ofiarami.  Ofiarami przemocy i    ofiarami  obojętności. Obojętność ta jest            pozornie  niegroźna i prawie naturalna. W momencie zbrodni zainteresowanie budzi ofiara, a nie przestępca — który najczęściej jest jeszcze nieznany. W czasie rozprawy sądowej zainteresowanie budzi już nie nale­żąca do przeszłości ofiara, lecz przestępca, którego losy się ważą. Uwaga skupia się na żyjącym — wymazuje z pamięci zmarłego.Przyjrzyjmy się tym, którzy mówią. To na obrońcy przestępcy skupione są światła reflektorów. Prasa, radio, telewizja przyta­czają jego nazwisko, jego argumentację. Zresztą, wielcy adwokaci pasjonują się sprawami, w których gra toczy się o głowę prze­stępcy. Im zadanie trudniejsze, tym bardziej można popisać się talentem. Natomiast w imieniu powoda cywilnego występują nie­chętnie — to mierna rola. Jeśli zaś chodzi o prokuratora, nie budzi on zbyt wielkiego zainteresowania. Niektóre gazety traktu­ją go jak funkcjonariusza wymiaru sprawiedliwości, biurokratę oskarżenia. On tylko wykonuje swój ponury zawód.Nasz instynkt samozachowawczy odrzuca wyobrażenie śmier­ci. Początkowo przybiera to formę nienawiści wobec tego, kto zabił. Lecz gdy odnajduje się go, żałosnego nędznika, reakcja ulega odwróceniu. W dalszym ciągu rozczulamy się nad nami sa­mymi. Widzowie identyfikują się z tym, o którego życie toczy się gra. Ofiara zniknęła: tragedia zmieniła protagonistę.

BÓL OJCA

Wyraziłem chęć przyjęcia tego niepocieszonego ojca, by z je­go własnych ust usłyszeć opowieść o tym zdarzeniu, które prze­żył i które od lat nieustannie roztrząsa. Jego córka, zdolna uczen­nica, kilka dni przed tragedią została przyjęta na studia politech­niczne. W nagrodę ojciec ofiarował jej składany rower. By go wypróbować, pojechała na wycieczkę na wieś. Gdy przejeżdżała koło lasu, rzuciło się na nią dwóch mężczyzn: jeden około pięć­dziesiątki, drugi dużo młodszy. Zatrzymali ją i zaciągnęli do lasu. Tam zgwałcili, a następnie udusili i za pomocą głazu zmiażdżyli jej głowę, by na koniec oddzielić głowę od tułowia. Podczas rekonstrukcji przestępstwa dodawali z własnej woli potworne szczegóły, o których zapomnieli powiedzieć sędziemu śledczemu. Wuj został skazany na dożywocie, a siostrzeniec na lat piętnaście. Ten zbolały ojciec i jego żona chcieli śmierci obu morderców, a przynajmniej śmierci wuja. Rana doznanego zawodu krwawiła. Nic poza śmiercią winnych nie mogło złagodzić bólu. Ta uwiel­biana przez nich córka była również oparciem dla swej upośle­dzonej siostry, która od tamtego zdarzenia załamała się zupełnie.