OBRONA SPOŁECZNA

Wina, kara: słownictwo o inspiracji religijnej i mo­ralnej. W prawie świeckim, będącym podstawą naszego wymiaru sprawiedliwości, słowa te mogą razić. I rzeczywiście w tym sensie zniknęły one prawie całkowicie, tak jak stopniowo zanikało od­woływanie się do tego, co wykracza ponad możliwości jednostki.Jeśli przestępcę uważa się za ofiarę społeczeństwa, ja­kim prawem chce się go zmusić do odcierpienia kary? A jeśli, przeciwnie, widzi się w nim kogoś zbuntowanego przeciw spo­łeczeństwu, tę dziką bestię prosto z opowieści zwolenników re­presji, wówczas nieważne jest, czy poczuwa się on do winy, nie­ważne odcierpienie kary, byleby tylko pozostawał pod kluczem.Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku nie powinno się mówić ani o winie, ani o zadośćuczyniającej karze.Tymczasem wina to nie tylko zewnętrzne stwierdzenie naru­szenia zasad postępowania. Staje się ona sprawą wewnętrzną, pozostaje odczuciem. Psycholodzy dobrze znają ten chorobliwy świat winy. To nie oni zresztą pierwsi odkryli jego prawa równie stare jak ludzkość. „Oko było w grobie i spoglądało na Kaina”. Nie będąc ukaranym, Kain karał się sam, widząc spojrzenie Boga. Wyrzuty sumienia rodzą się i rosną pod wpływem bez­karności.Jedynie postępowanie sądowe i kara mogą przywrócić prze­stępcy spokój. „Wymiar sprawiedliwości uwalnia jednostkę od ciężaru winy” — napisał pewien współczesny lekarz, odkrywa­jąc na nowo słowa Salomona.